HLS? Co to w ogóle jest?


W kółko tylko HLS i HLS. Haftujemy te literki, hasztagujemy nimi, gdzieś tam się one ciągle przewijają, ale o co w tym wszystkim tak właściwie chodzi? Jestem Wam winny parę słów wyjaśnienia.


Najlepiej zacząć od początku. Pierwszy raz złączyłem te trzy literki ze sobą jakieś 4-5 lat temu mając na myśli rozwinięcie brzmiące HighLifeStyle. Oznaczało to dla mnie ogólną postawę wobec życia cechującą się nieustannym i bezkompromisowym dążeniem do podnoszenia jego jakości. Rozumiecie, chciałem żeby highlife to był mój lifestyle. Przy czym mówiąc highlife miałem na myśli przede wszystkim życie w szeroko pojętym dostatku i nie wiązałem tego w żaden sposób z byciem na haju. Niestety to takie właśnie były najczęstsze skojarzenia krzywdząco zawężające tę ideę.


W każdym razie robiłem wtedy rapik z bratem, próbowaliśmy też robić graffiti a wszędzie posługiwaliśmy się skrótem HLS i rozwinięciem HighLifeStyle. Od samego początku w sferze planów była również marka odzieżowa o tej samej nazwie. W naturalny sposób powstało zapotrzebowanie na logo, które moglibyśmy używać przy wrzucaniu muzyki, a w przyszłości też przy ciuszkach. Wykorzystałem w tym celu znaleziony w internecie wzór strukturalny DMT i uznałem to za genialne. Mówcie co chcecie - ale naprawdę - to jak niewiele było trzeba zmienić i jak zgrabnie sieć skojarzeń stojąca za moim, ciągle ewoluującym, wyobrażeniem HLS zazębia się i łączy w całość z prawdziwym oceanem znaczeń DMT, było elektryzujące. Logo nie oddało charakteru movementu tylko go zdefiniowało na nowo. To wtedy tak naprawdę narodziło się HLS - trzy literki nierozerwalnie połączone tym eleganckim wzorem. Równocześnie zaczęły one wyrastać ze swojego pierwotnego znaczenia.


Taki stan rzeczy o przejściowym i niejasnym charakterze trwał dłuższy czas. Stopniowo coraz częściej używaliśmy akronimu kosztem jego rozwinięcia. Decydującym argumentem za potrzebą modyfikacji było zmierzenie się z faktem, że w Czechach funkcjonowała już wtedy firma pod nazwą Highlifestyle. Nie mogliśmy dłużej tego ignorować, nie dość, że uznano by naszą nazwę za plagiat, to jeszcze wspomniana firma zajmowała się m.in. sprzedażą ubrań. Gwoli kronikarskiej ścisłości wspomnę, że ubrań nieco wieśniackich, promujących legalizację krzykliwymi grafikami z jakimi na pewno nie chcielibyśmy być kojarzeni. Stanęliśmy więc przed trudnym zadaniem, jak zrezygnować z HighLifeStyle nie rezygnując z HLS? Potrzebowaliśmy nowej nazwy, która wciąż dawałaby się skrócić do naszych trzech ulubieńców alfabetu łacińskiego, ale nie chcieliśmy żeby ta zmiana była nienaturalna. Potrzebowaliśmy więcej czasu.


Życie z kolei, nie zważając na nasze wielkiej wagi rozterki, toczyło się dalej swoim torem. Powoli i ja dojrzewałem do tego, żeby toczyć się tym torem razem z nim. A raczej z nią, bo Małgosia jak kiedyś słusznie zauważyła "jest życiem do cholery". Wyprowadziłem się więc z lasu do miasta, robienie rapu stopniowo ustępowało robieniu hajsu, a próby robienia graffiti znienacka ustąpiły próbom robienia obiadów. Wychodzenie na swoje okazało się być nie lada wyzwaniem, ale towarzyszyło mu sporo śmiechu. Wszystko co wówczas robiliśmy to był jeden wielki eksperyment. Szczególnie w kuchni; jak teraz o tym myślę, to te gazowe palniki faktycznie miały w sobie coś z wystroju laboratoryjnego. Nasze pierwsze mieszkanie było właśnie takim małym, ukrytym w sercu miasta laboratorium. Łączyliśmy w nim w różnych proporcjach swoje odmienne spojrzenia na świat, tworząc czasem mieszanki wybuchowe. Syntezowaliśmy nierzadko całkowite skrajności nabierając w tym coraz większej wprawy. Po pewnym czasie, gdy sytuacja zaczęła wyglądać na względnie opanowaną, a eksperyment pt. "wspólne gniazdko" można było uznać za udany, powrócił temat HLS. Tym razem na poważnie i tym razem, przede wszystkim, jako marki odzieżowej. Oczywiście wiązało się to już, nie tyle z chęcią jak dotychczas, co koniecznością ustalenia nowej nazwy. Na szczęście, tak zwany międzyczas sprawił, że wtedy nie mieliśmy już z tym zbyt dużego problemu. Właściwie do pierwszych dwóch literek nie było żadnych wątpliwości i przypasowaliśmy im odpowiednio słówka Hidden i Lab.


Bo tak. Bo życie to nieustanny eksperyment; próby, błędy, dążenie do coraz lepszych rezultatów. Bo DMT również zostało wyekstrahowane w warunkach laboratoryjnych. Bo to w takich właśnie, na co dzień ukrytych przed oczami przechodniów miejscach, powstają najciekawsze rzeczy. Tam dokonuje się najodważniejszych połączeń i otrzymuje najbardziej zaskakujące efekty. Laboratorium to doskonałe miejsce do naszych celów, możemy w nim robić cokolwiek nam przyjdzie do głowy, przecież to tylko badania.


Co jednak z trzecią literką? Cóż, na zagospodarowanie S mieliśmy dosłownie setki dobrych pomysłów i w duchu pewnej brawury postanowiliśmy nie rezygnować z żadnego. Żeby jednak nie było zbyt łatwo, a ukryte laboratorium nie odkryło od razu wszystkich swoich kart, w żadnym innym miejscu poza fizyczną metką nie ma rozwiązania tej zagadki. 

No i tak to było. Tak wyglądała ewolucja HLS. Od wieku dziecięcego, poprzez burzliwy okres dojrzewania, aż do dnia dzisiejszego, w którym już jako ukształtowana, świadoma swojej tożsamości marka, wkracza na Waszych oczach w swoją dorosłość. Tak oto chłopak z lasu z dziewczyną z miasta stworzyli coś wspólnego, syntezę wielu światów, efekt swoich wspólnie i osobno odbytych podróży oraz nabranych tu i ówdzie doświadczeń. Tak oto powstało ukryte laboratorium, w którym nie ma rzeczy niemożliwych, w którym ciepłe pastelowe kolory łączą się z zimną, precyzyjnie odmierzoną dawką grafitu; klasyczny, elegancki haft ląduje na dresowej bluzie; a żółte czapki nauczyły się teleportacji.


0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

*To find out what the "S" stands for check a clothing label.

  • Instagramik
  • Czarny YouTube Ikona