Lato w mieście


Sierpień zaczął się dla nas dobrze albo nawet - jak nasza ulubiona kawiarnia - bardzo dobrze. Dni płyną, z jednej strony leniwie, z drugiej produktywnie. Jest niedziela, ostatni dzień pierwszego tygodnia działania ukrytego laboratorium. Od poniedziałku, który był dla nas takim symbolicznym początkiem drogi, działo się, z jednej strony sporo, z drugiej niewiele. Magiczny czas, odrealniony. Jedyne co ostatnio robimy to łączenie przyjemnego z pożytecznym czy może być coś lepszego? Szwendamy się po mieście, bawiąc się i odkrywając je jak turyści. Wygłupiamy się i przebieramy z jednych ciuszków w drugie znajdując się w coraz to ciekawszych miejscach a wszystko to, to przecież praca. Bywamy na ulicach i na salonach, na pstrykanych sobie zdjęciach zawsze znajdzie się jakaś bluza czy koszulka; na spacerach zawsze rozklei się parę naklejek; a wszędzie indziej, gdzie trzeba być trochę bardziej poważnym, po prostu przechadzamy się ładnie ubrani i chłoniemy inspiracje. Wieczorkiem wrzuci się coś na Instagram, Facebooka albo skrobnie pare słów na blogu. Leniwie i produktywnie, o takie lato walczyłem.


A to lato w mieście; kto by pomyślał, że może być takie piękne? A jednak. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, ale ten czas nie byłby taki zaczarowany, gdyby nie sceneria, tudzież cichy bohater tych naszych opowiastek - Szczecin - który wyrasta w moich oczach na naprawdę fajne miasto. A może zawsze był fajny, tylko ja tego nie dostrzegałem wiecznie się gdzieś spiesząc? Musicie mi wybaczyć, ale bądź co bądź, odkrywam go z perspektywy przyjezdnego. W końcu wychowywałem się trochę w Policach a trochę w lesie. Szczecin wcześniej był mi potrzebny głównie, żeby coś załatwić i nigdy nie poświęcałem mu zbyt wiele uwagi. Dopiero teraz zaczynam się w nim zakochiwać i choć nie jest to jeszcze etap wydrapywania cyrklem na ławkach WSM<3 to otwarty flirt już na pewno. Rzucamy sobie zalotne spojrzenia i piszemy smsy, zobaczymy co z tego wyjdzie. Zapowiada się poważnie, bo mam tu już swoje ulubione knajpy i kawiarnie, zawiłe trasy spacerów, a i w życiu społecznym zaczynam sobie coraz śmielej poczynać korzystając z szerokiej oferty ciekawych wydarzeń. W samą tylko sobotę byliśmy na bardzo klimatycznym śniadaniu po sąsiedzku, obejrzeliśmy polsko-japońską wystawę sztuki, pokolorowaliśmy nasze stare koszulki HLS na splash of color, a wieczorem przysypialiśmy w aucie na parkingu CH Gryf oglądając Źle się dzieje w El Royale. Dasz wiarę? - kino samochodowe! Co to Nowy York? Nie to Szczecin, wow.


I gdy tak sobie leniwie, ale produktywnie spędzam ten piękny weekend, wraz z moją piękną Małgosią, nachodzi mnie myśl, że w końcu wszystkie puzzle są na swoich miejscach a bigger picture zaczyna się wreszcie wyłaniać z chaosu. Hałas w centrum już tak nie przeszkadza jak wiesz, w którą uliczkę skręcić żeby zrelaksować się przy ulubionej kawie; żaden dzień nie może się tak całkiem źle skończyć jak wiesz gdzie możesz go sobie skutecznie osłodzić; wszystko jest o wiele prostsze jak wiesz gdzie pójść po ulubione lody, dokąd po burgery a skąd zamówić pizzę. Wszystko jest na swoim miejscu jak Ty jesteś. No i chyba w końcu jestem.


Mam swoje miejsce, teraz niech tylko przyjdzie mój czas.


0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie